WYDARZENIA
Zajrzyj na Allegro. Aukcje charytatywne dla Mateuszka!
Niestety, to faktycznie się przydażyło - podnieśli nam prawie 3 krotnie odpłatność za rehabilitacje dziecka :( Nie wiem jak my sobie z tym damy radę. Przepisy, które pozwalają dziecku uczęszczać do OOR właśnie się zmieniły. W związku z powyższym wszyscy rodzice, których dzieci korzystają z SUO (specjalistyczne usługi opiekuńcze) musieli ponownie przejść procedure weryfikacyjną łącznie z wywiadem środowiskowym - co według mnie jest kompletną bzdurą. Dla mnie te przepisy układał ktoś bardzo niekompetenty zaraz wytłumaczę dlaczego. Skoro składamy zaświadczenia z zakładu pracy o zarobkach i składamy oświadczenie o ewentualnych dodatkowych dochodach i to stanowi jedyną bazę do ustalenia odpłatności za OOR, to po co tracić czas mój i pracownika socjalnego na przeprowadzenie wywiadu o tym, jaki mamy samochód, gdzie mieszkają dziadkowie, czy choroujemy i ile wydajemy na leki? Przecież to bzdura!!! Jest to marnotrastwo pieniędzy podatników. Jednak w tym wszystkim to sam wywiad nie jest najgorszy tylko to, że w grudniu wpłynęło nam troche dodatkowego grosza (dzięki któremu podłataliśmy mocno kulejący budżet domowy) i w związku z powyższym "znacznie poprawił się nas stan majątkowy". W związku z powyższym prawie trzykrotnie podwyższono nam odpłatność za usługi OOR. A najgorsze w tym, że przeliczą sobie na nowo styczeń według nowych stawek i będziemy musieli dużo zapłacić... :( W przyszłym miesiącu musiałam ograniczyć ilość godzin, bo po prostu nie damy rady. Ja w momencie składania wniosku o przyjęcie dziecka do Ośrodka nie wiedziałam jeszcze jak to będzie wyglądało w praktyce, nie wiedziałam na ile godzin syn będzie mógł tam chodzić, ile da rady... Wiadomo wszystko trzeba wyważyć, przemyśleć, poradzić się kogoś mądrzejszgo. Pytaliśmy się o to terapeutkę z Opola i ona powiedziała, że maksymalnie 5 godzin, bo więcej Mateusz nie da rady (tyle, że ona to powiedziała 2 dni po tym jak dziecko zaczęło uczęszczać do OOR), więc defakto on był zapisany na 8, a tak na prawdę nigdy nie był więcej niż 5,5. Wiedzieliśmy, że będziemy musieli powtórzyć procedure weryfikacyjną i wiedziałam, że zmienie te godziny... ale nie zdawałam sobie sprawe, że mogą mi w tył przeliczyć to co było :( Normalnie doła miałam strasznego, cały dzień mnie przez to głowa bolała. Wyszło na to, że to co w grudniu dostaliśmy więcej MOPS sobie zabierze. Najgorsze, że nie ma sensu też w styczniu składać papierów o ponowne przeliczenie, bo będzie 13nastka i znowu źle to wyjdzie... :( Uważam, że do takiego wywiadu nie powinny sie wliczać jednorazowe premie, 13nastki, czy talony świąteczne - bo to jest bardzo niesprawiedliwe!
I tak głowa mnie rozbolała, pojawiła się uzasadniona depresja i przygnębienie... Synek po powrocie z Ośrodka był bardzo zmęczony i usnął, musiałam odwołać wizytę u logopedy... Córka ząbkuje i ciągle krzyczy i płacze... normalnie za dużo tego wszystkiego jak dla mnie.
Jednak wieczorem zdażyło się coś, co sprawiło, że cała złość i depresja zniknęły! Moje dzieci pierwszy raz w życiu bawiły się razem! Niesamowite to było - czekałam na ten moment od kiedy Zuzia się urodziła. Mateusz pozwolił jej bawić się ze sobą swoimi pociągami!!! Zuzia jest wyjątkowo inteligentną dziewczynką, ciągle obserwuje to co ja robie, jak się zwracam do Mateuszka, jak ćwiczymy i mimo to, że on do tej pory nie dopuszczał jej do siebie, to ona to sobie w tej swojej ślicznej główce zapamiętuje. Zaczęła wyciągać rękę w geście "daj", ja na głos powiedziałm "Mateuszku daj Zuzi pociąg" i on jej dał!
Potem on powiedział "baj" (tłumacząc na nasze: "daj") i ona mu oddała... i tak bawili się dobre kilkanaście minut... Potem poszli do pokoiku i nalewali sobie herbatkę. Śmiali się przy tym, aż miło było popatrzeć. Jeszcze później oglądali razem książeczki - nigdy wcześniej Zuzia nie mogła wcisnąć przycisku w książce, którą miał Mateusz, nie mogła jej nawet dotknąć. To był prawdziwy pozytywny szok - bo to oznacza, że idziemy do przodu. Dzisiaj rano udało mi się dzieciaczki zachęcić, aby razem układały klocki na autku, a wieczorem razem z Kornelką (córką mojej siostry) wszyscy udawali koniki - a ja byłam woźnicą. Mam nadzieje, że tak już zostanie i każdego dnia, chociaż te
kilkanaście minut dzieci będą bawić się razem. Zuzia była taka szczęśliwa - ona nie rozumie tego co się dzieje, że Mateuszek jest troszeczkę inny, że ma autyzm. Często jest tak, że ona chce się przytulić do brata, a on ją odpycha. Podczas tych krótkich zabaw normlanie promieniała. Wreszcie była prawdziwą młodszą siostrą, a nie tylko przeszkodą, którą należy odepchnąć, żeby dotrzeć do celu.
Na koniec wklejam jeszcze jedno naprawdę bezcenne zdjęcie, które jest wyjątkowe tak bardzo, że aż nie wierzę, że je mam - kilka dni temu udało nam się nakłonić Mateusza aby dał Zuzi buzi. Mateusz był trochę zakręcony, bo co prawda opanował już buziaczki, ale nie spodziewał się, że podstawimy mu Zuzię... No i tak jakoś się nie zorientował, że to ona a nie ja i pstryk... - teraz jest to moje najcenniejsze zdjęcie.

Brak wiadomości
- Cieszmy się...2012-03-03
- Postępy2011-12-18
- Regeneracja2011-08-19
- Terapia na wsi2011-06-16
- Dzień Matki2011-05-26
- Rozmyślania2011-04-08
- 2 kwietnia 2011 -...2011-04-02
- Warto czekać2011-03-07
- Rozlicz się...2011-02-09
- Wesołych Świąt2010-12-24

Gdzie, jak i kiedy
szukać pomocy?
