WYDARZENIA
Zajrzyj na Allegro. Aukcje charytatywne dla Mateuszka!
18.12 2011
Minął miesiąc od poprzedniego wpisu, a u nas zmieniło się tak wiele, że wydaje mi się to wręcz niemożliwe… w mega pozytywnym znaczeniu…Po letnim turnusie rehabilitacyjnym obrałam plan działania i trzymam się go konsekwentnie, chociaż nie wygląda to tak, że stawiam syna do pionu i codziennie w ten sam sposób uczę go tego, co wymyśliłam. Jestem już przyzwyczajona, że czasami trzeba trochę poczekać na efekty, a innym razem trochę dłużej. Szukam też różnych sposobów na wyjaśnienie synowi zasad funkcjonowania świata, bo nie każdy sposób (nawet taki, który sprawdził się u innego dziecka) jest dobry. Nie ma jednak rzeczy niemożliwych.
TEORIA UMYSŁU
Zacznę od tego co najważniejsze, a jednocześnie moim zdaniem było najtrudniejsze z osiągniętych ostatnio rzeczy. Mateusz nauczył się mówić „CHCĘ” oraz „NIE CHCĘ” i moim skromnym matczynym zdaniem rozumie sens tego, co mówi. Dzięki temu jest w stanie wyrazić swoje potrzeby. Najfajniejsze jest to, że używa tego zwrotu od kilkunastu dni i już poczuł jak wielką moc otrzymał. Oczywiście musieliśmy spełnić kilka zachcianek, podkreślić, że to dzięki temu, że wyraził swoje uczucia, po to żeby wzbudzić w nim potrzebę dalszego rozwoju komunikacji. Wiadomo, że nie każde „chcę” spełniamy od razu (chociaż powiem, że miałabym ochotę dać synkowi cały świat – gdyby o to poprosił). Przez kilka dni chodził i mówił „Chcę kupić małpki i kulki” – no i oczywiście dostał tą grę i poszliśmy do krainy zabaw. Dzisiaj pięknie poprosił „chcę pić”, „chcę naleśnika” no i dziadek natychmiast zrobił. Fajne jest to, że używa tego w różnych sytuacjach i w różnych miejscach.
W momencie kiedy Mateusz zaczął mówić „chcę” zdałam sobie sprawę, że już dawno używał słów „nie chcę” tylko zaszyfrowanych, bo brzmiały jakoś tak: „niky”. Przerażające jest to, że „niky” pojawiało się od paru miesięcy, a ja nie mogłam zaskoczyć, co się za tym kryje. W miarę poprawy wymowy pod wpływem ćwiczeń logopedycznych słowo „niky” zaczęło się zmieniać w „nigdy”. „Nigdy” w słowniku Mateusza oznaczało właśnie „nie chcę”. Trochę to skomplikowane – ale dzięki temu, że Mateusz miał dość sił by się nie zrazić niepowodzeniem w komunikowaniu się z nami udało się odszyfrować jego myśli. Tego co my przechodzimy nie są sobie w stanie wyobrazić rodzice prawidłowo rozwijających się dzieci. Dla nich to takie naturalne i oczywiste… a dla nas to wyczekane i wymarzone.
Opanował używanie zwrotu „pomóż” i jak coś chce to mówi „chodź ze mną” „pomóż mamo”. Można powiedzieć, że to koniec ery zagadek, kiedy wszystko było niewiadomą. Dzięki nowym umiejętnością komunikacyjnym coraz mniej musimy się domyślać. Jest naprawdę dużo lepiej, zdecydowanie łatwiej dla nas i dla niego. Dzięki wzajemnemu zrozumieniu znacznie zmniejszyła się częstotliwość napadów złości wywoływanych frustracją i faktem, że go nie rozumieliśmy. Skoro wiemy o co chodzi, to możemy spełnić oczekiwania syna i nie ma już powodów do histerii.
KONTAKTY SPOŁECZNE
Nastąpiła ogromna poprawa w kontaktach społecznych. Mateusz obserwuje innych, zna już i potrafi rozróżniać podstawowe emocje. Potrafi zauważyć, że jestem przestraszona, albo smutna. Nie zawsze rozumie „dlaczego” i wtedy dobiera sobie definicję z naszej książki np. mama jest przestraszona, bo boi się pająka.
Nawiązuje dialog z siostrą. Ona zadaje mu pytania, on odpowiada. Ona prosi „Uszku pomóż” i on pomaga. Nie zawsze się dogadują, bo mała też ma charakterek, ale jest naprawdę fajnie słuchać tych dziecięcych konwersacji.

Poprawę też widać w przedszkolu. Ostatnio byłam świadkiem jak Mateuszek przed pójściem do domu chciał oddać zabawkę koledze „proszę bardzo to dla Ciebie”.
Zaczynam też dostawać częściowe informacje, co Mateuszowi podoba się na zajęciach. Wiem że lubi piosenki i od kiedy wytłumaczył, że chce dostać nuty to już wiem o czym one są (no bo jak je śpiewał, to niestety nie rozumiałam całych słów). Mateuszek lubi też prace plastyczne, które zawsze oglądamy, a to co można zabieramy do domu.
Od jakiegoś czasu w szatni pytał mnie „Kto to jest?”. Teraz odpowiada też na to swoje pytanie i mówi np.„To jest Kinga”, „To jest Makary”.
Mateusz próbuje wytłumaczyć co chce, co mu nie pasuje np. w przedszkolu pani powiedziała że Mateusz obraził się bo zabrała mu kaczuszkę. A on obraził się o to że śpiewają piosenki nie te z nut, które mamy w domu. Inna sytuacja: Mateusz przez jakieś 3 tygodnie rzucał się na ziemie i chował pod ławki. Chodziło o to, że w 2 grupie dzieci maja takie same książki i zawsze przed sala jest wystawka prac z książek. Rzeczy są podpisane i leżą. On tez chciał pokazać swój talent. Od kiedy to w miarę mi wytłumaczył i panie wystawiają jego prace jest spokój.
CZYTANIE
Mateusz opanował właściwie cały alfabet. Niektóre litery sprawiają mu problem w wymowie, ale je zna i umie rozróżnić. Wie jak się pisze jego imię i umie to odwzorować (tylko „s” i „z” są jeszcze dość niewyraźne). Wydaje mi się, że nastąpił przełom i że Mateusz zrozumiał po co są litery. Zrozumiał też, że sylaby łączą się w słowa. Pojawiła się chęć współpracy, a chwilami wręcz nakręcenie na czytanie lub pisanie… Ja zmieniłam podejście do nauki czytania. Przestałam uczyć go bezsensownych sylab, które nic nie znaczą. Książki Cieszyńskiej przerabiamy dalej u logopedy, ale w domu skupiłam się na prostych słowach, które można złożyć opierając się o metodę sylabową. Słowa pisze na kartkach, tnę na sylaby i układam po środku toru przeszkód na podłodze. Mateusz skacze po kartkach z sylabami, ma przy tym niesamowitą frajdę. Jest wiele wariantów tej zabawy, wprowadzamy różne utrudnienia, bilety i różne wymyślone zasady…. To się nazywa przyjemne z pożytecznym.
PRACA NA ZAJĘCIACH
Poprawiła się też praca u logopedy. Wszystko to dzięki wprowadzeniu pięciopunktowego planu. Plan narysowałam na kartce w podobny sposób, jak robiła to pani terapeutka na turnusie rehabilitacyjnym. Jego konstrukcja pozwala na bezproblemowe dopasowanie ćwiczeń. Wcześniej, przed wprowadzeniem planu często zdarzało się, że trzymam Mateusza na siłę, bo nie jest w stanie sam usiedzieć. Teraz po prostu siadam z boku a on rewelacyjnie ćwiczy z panią. Mateusz chętniej ćwiczy i jak już wie ze jedziemy do logopedy to przeżywa że będzie jego 5 punktów. Takie określenie zasad – to ogromne ułatwienie dla autysty. Dzięki temu wyraźnie zaznaczamy początek i koniec, a dziecko wie co je czeka.
KORZYSTANIE Z KSIĄŻEK
Ostatnimi czasy zniknął kolejny bardzo uciążliwy problem. Przestaliśmy mieć kłopoty w związku z korzystaniem z książek. Wcześniej książki latały pod sufitem, to samo dotyczyło zeszytów. Teraz Mateusz potrafi korzystać z książek, pozwala zmieniać kartki, nie skupia się tylko na cyferkach i nie rzuca ich za siebie. Myślę, że to zasługa przedszkola i książek zerówkowych. Jedne ćwiczenia z zerówki już w całości przerobił i pani dała nam je do domu. Mateusz dumnie tłumaczy co na której stronie trzeba zrobić i przerabiamy je „na nowo”.

MOTORYKA MAŁA
Dzięki książkom z zerówki poprawiła się też motoryka. Mateusz naśladując to co działo się w przedszkolu chętnie lepi literki z plasteliny i nie trzeba go do tego wcale namawiać. Dodatkowo ostatnio wykonujemy bardzo dużo prac plastycznych, rysujemy i piszemy... Zasady często wymyśla Mateusz, w głowie pojawia mu się jakiś scenariusz i wykonujemy do tego rysunki czy napisy.


SAMOOBSŁUGA
W dzień Mateusz sam chodzi do ubikacji, zapala i gasi światło (podskakuje żeby dosięgnąć włącznika), siusia na stojąco jak prawdziwy facet, po kupce się podciera, a jak nie ma papieru to mówi "daj mi chusteczkę" (uczę go ze to papier, no ale to tylko szczegół), myje raczki, czasami sam się upomni o mycie ząbków, czy kąpiel.
Sam potrafi ubrać buty, majtki, nawet rajstopki, czy skarpetki, chustke na szyje, pizamke, spodnie. Nie ma problemów z rozbieraniem się, nawet potrafi mi zwrócić uwagę jak butów nie ściągnę "mamo ściągnij buty" "a teraz czapka" itd.....
MAGIA ŚWIĄT
Pierwszy raz doświadczyłam magii świat. Przez ponad tydzień wciąż słuchałam o Mikołaju i o tym, że ma przynieść „pudełko” a w nim „Tomka i wagonik i dźwig i tory”. Mateusz chodził z „mapą” (ulotką z zabawkami) i pokazywał na co czeka. Na informacje o tym że Mikołaja jeszcze nie ma odpowiadał "Czekamy!"
Jak wychodziłam do sklepu Mati wyłapał to i szybko przybiegł do mnie. Popatrzył, że mam już buty na nogach i powiedział "szybko buciki". Wytłumaczyłam mu, że idę szukać Mikołaja, bo chcę mu powiedzieć, że Mateusz chce prezent. Usłyszałam tylko "Papa mamusiu". A jak wróciłam to miałam rewizję toreb i zdziwioną minę "Gdzie jest pudełko?" "Szukamy?". Próba wytłumaczenia, że wymarzony prezent będzie pod choinką przyniosła odwrotny efekt, bo Mateusz chciał się ubrać i iść po choinkę. Myślałam że się przewrócę ze śmiechu.... tyle że potem w nocy bałam się że faktycznie Mateusz może wyjść z domu. Po tej sytuacji stwierdziłam, że Mikołaj musi przyjść wcześniej, bałam się że jak w przedszkolu Mikołaj da tylko słodycze a nie wymarzony prezent, Mateusz wpadnie w histerię. Dlatego też dostał prezent dzień wcześniej. Na hasło, że idziemy szukać Mikołaja Mati pierwsze co krzyknął "Gdzie jest mapa" "O jest" "Szukamy". A jak znalazł to co chciał to jego uśmiech był tak wielki, jakby wygrał w totolotka. "Udało się", potem patrzył w niebo i dodał "Dziękuje".

Więcej zdjęć jak zwykle w naszej GALERII
KOMENTARZE:
Dodaj komentarz:
2012-01-23Ania
13:55:07
Fajnie czytać o takich pozytywnych zmianach :) Pozdrawiam ciepło
Ania - mama Daniela
- Postępy2011-12-18
- Regeneracja2011-08-19
- Terapia na wsi2011-06-16
- Dzień Matki2011-05-26
- Rozmyślania2011-04-08
- 2 kwietnia 2011 -...2011-04-02
- Warto czekać2011-03-07
- Rozlicz się...2011-02-09
- Wesołych Świąt2010-12-24
- Podaruj Mateusiowi ...2010-12-02

Gdzie, jak i kiedy
szukać pomocy?
