WYDARZENIA
Zajrzyj na Allegro. Aukcje charytatywne dla Mateuszka!
W wakacje nie próżnujemy, pracujemy i to na podwójnych obrotach. Właśnie wróciliśmy z turnusu rehabilitacyjnego w Ochotnicy Dolnej, na którym były dzieci z autyzmem i zespołem Aspergera. Wybór tego turnusy nie był przypadkiem, a świadomą decyzją. Argumentem za wybraniem właśnie tego miejsca i tego terminu był fakt, iż zajęcia terapeutyczne dla dzieci prowadzili terapeuci z Poradni dla osób z autyzmem i pokrewnymi zaburzeniami rozwoju PRODESTE w Opolu, gdzie od prawie roku jeździmy z Mateuszem. Traktowaliśmy to jako kontynuacje terapii. Turnus przeszedł nasze najśmielsze oczekiwania. Niesamowite miejsce, niesamowici ludzie i mnóstwo ciężkiej ale za to bardzo owocnej pracy. Zacznijmy od początku.
Pierwszy dzień nie był najlepszy. Byliśmy zmęczeni drogą, skwar, ponad trzydzieści stopni, dzieci rozkapryszone, spocone jak szczury.... Ogarnęliśmy się troszkę i poszliśmy na spacer. Okazało się, że na placu zabaw są super huśtawki rodzinne, na których można cudnie się relaksować... jednak jest też „przerażająca karuzela”, która siedzisko miała na wysokości głowy Mateusza i zahacza o czoło Zuzi. Były też zwykłe huśtawki, które same w sobie nie były specjalnie niebezpieczne, ale zagrożenie pojawiało się wtedy, gdy ktoś na nich się huśtał – znajdowały się bezpośrednio przy piaskownicy, w której bawiły się dzieci, które nie koniecznie rozumiały zagrożenie i wbiegały wprost pod nie. Wracając do karuzeli, Mateusz, jako autysta uwielbia ruch wirowy, gdy świat się kręci on się wyłącza i na próżno go wołać. Nie rozumie, że coś może zrobić mu krzywdę, nie zna słowa lęk. Niestety nieszczęsna karuzela była ogromną pułapką, po prostu wbiegał w wirujące siedzenia i raz nawet porządnie dostał w głowę.... Miał też swoją wizję, jak karuzela powinna się obracać, niestety inne dzieci też chore nie koniecznie miały taki sam pomysł.


Poza nieszczęsną karuzelą wszystko było REWELACYJNE.
Miejsce przeurocze, pogoda odpowiednia. Organizator turnusu lubelska firma Tairon zadbała o to aby czasu wolnego nie było! Każdą wolną chwilę wypełniały spotkania integracyjne i wycieczki.
Terapie były przeprowadzane w sposób niesłychanie zdyscyplinowany, nie było żadnych problemów. Na uwagę zasługuje wspaniałe zaplecze, jeżeli chodzi o sale do ćwiczeń, wszystko było super przygotowane. Sami terapeuci pracowali mimo ponad trzydziesto stopniowych upałów, z chęcią odpowiadali na moje pytania, dawali wskazówki i chwalili osiągnięcia Mateusza. Częściowo uczestniczyłam w zajęciach, bo byłam ciekawa, co robi moje dziecko – nie było z tym problemu. Ktoś z zewnątrz powiedziałby, że jestem „upierdliwa”, ale naprawdę chciałam czerpać jak najwięcej z ogromnej wiedzy tych ludzi, zobaczyć co robią, jak robią, aby potem móc samemu pracować z dzieckiem w domu (oczywiście nadal będziemy jeździć do Opola, jednak do kolejnej wizyty mamy jeszcze trochę czasu, który można wypełnić czymś pożytecznym).
Z zajęć mieliśmy tam między innymi: integracje sensoryczną, zajęcia indywidualne – chyba najważniejsze dla każdego dziecka, muzykoterapię, zajęcia logopedyczne, zajęcia grupowe dla dzieci, były też zajęcia w których uczestniczyli rodzice. Dla rodziców też był całkiem ciekawy blok warsztatowy i terapeutyczny. Były też wycieczki dla wszystkich uczestników po okolicy, na basen oraz w turystyczne atrakcje regionu.
Poniżej zdjęcia z muzykoterapii, integracji sensorycznej oraz zajęć grupowych z udziałem rodziców:




Zdjęcia z wycieczek po okolicy:
Szczawnica - tereny rekreacyjne w okolicach rozlewni wód


Szczawnica - basen

Widok z góry na tor saneczkowy, którym jechaliśmy kilkakrotnie - niesamowita frajda!!!


Nowy Sącz - fotel z ołtarza papieskiego i źródełko miłości.


Turnus zakończyły konsultacje indywidualne, na których terapeuci podsumowywali osiągnięcia dzieci. Pochwalę się, że jestem tak niesamowicie dumna z mojego Mateusza, że nawet nie wiem jak to wyrazić. Okazało się, że rozwinął się on wyjątkowo dobrze, funkcjonuje dużo lepiej niż się tego spodziewano. Główna terapeutka Mateusza, Pani Monika przyznała się, że bała się Mateuszowej obsesyjnej miłości do pociągów. Tu widziała go codziennie, w różnych sytuacjach i była bardzo pozytywnie zaskoczona. Mateusz oczywiście miał ze sobą pociągi, ale zostawały one w pokoju (gdzie też właściwie mało co były używane), a na ćwiczeniach dawał z siebie wszystko. Mateuszek podczas zajęć, był skoncentrowany, utrzymywał kontakt wzrokowy, rozumiał polecenia i najważniejsze wykonywał je. Wiele rzeczy robił po raz pierwszy a mimo to dał radę. Widać, że ciężka praca, którą w rozwój naszego dziecka włożyli wszyscy dotychczasowi terapeuci przynosi niesamowite żniwa. Zawsze będę wdzięczna, tym którzy swoją pracą pomogli naszemu dziecku.
Z ciekawostek to na zajęciach logopedycznych poznaliśmy książki pani prof. Jagody Cieszyńskiej z serii „Kocham czytać”. Słyszałam o metodzie krakowskiej, ale oprócz tego, że polega ona na szybkiej nauce czytania nic więcej nie wiedziałam. Mateusz, który wcześniej tych książeczek nie widział, bardzo je polubił. Od razu zaczął czytać znajome mu literki (A, E, I, O, U, Y). Problem miał tylko w momencie gdy było trzeba je przeczytać kilka razy pod rząd. Już w domu przy 4 czytaniu problem ustąpił, a Mateusz zrozumiał, że „I I” czyta się jako dwie literki następujące jedna po drugiej. Książeczki te mają jeszcze jedną ogromną zaletę – są w nich piękne obrazki. Na podstawie tych obrazków można dziecku opowiedzieć wiele historii, ale i dziecko może pokazać co tak naprawdę wie. Już pierwszego razu, gdy na zajęciach pokazany był rysunek, na którym chłopiec leży na ziemi mój synek pokazał i powiedział „bach”, potem był obrazek z piłką w stawie i Mateusz znając piłkę z naszych dotychczasowych zajęć logopedycznych od razu wskazał ją palcem i powiedział „O”. Pokazywał też ptaszki i mówił „ćwir, ćwir”. Teraz zaczyna mówić nowe czasowniki np. „jedzie” gdy widzi, jak dziewczynka jedzie na deskorolce. Pani logopeda z turnusu podkreślała, że Mateusz jest świetnym uczniem, bo jest wyjątkowo cierpliwy i pracowity, bo próbuje wszystko powtórzyć, stara się zrobić wszystkie ćwiczenia. Oczywiście oprócz czytania książeczek Mateusz kazał sobie czytać wszystkie napisy na drzwiach itp., potem za każdym razem sam mówił co oznacza, który napis. (Chyba nie pisałam o tym, jakiś czas temu zaobserwowałam, że Mateusz zapamiętuje zapisane słowo, i potrafii "przeczytać" napis, gdy go później zobaczy.)
Z dobrych rzeczy to powiem jeszcze, że Mateuszek zaczyna informować otoczenie o swoich potrzebach. Pani z muzykoterapii bez trudu zorientowała się, że chce siusiu. Panie z zajęć indywidualnych wiedziały, że ma skaleczone kolana, bo mówił „ał” i „boli” i naciągał ciągle spodenki. Jest to niesamowicie pozytywna wiadomość, bo komunikacja społeczna to sfera, która nadal jest rozwinięta u niego najsłabiej.
Z kolejnych pozytywnych niespodzianek: Mateusio zaczyna zawierać znajomości i inicjuje zabawy lub wchodzi w zabawę inicjowaną przez inne dziecko. Na turnusie był taki fajny Wojtuś, troszkę starszy, który był dzieckiem mówiącym o wyjątkowo wielkiej energii. Energia przepełniała każde pomieszczenie, w którym Wojtuś się pojawiał. I tak po każdym posiłku w świetlicy Wojtuś ganiał się z Mateuszem, łaskotał go razem biegali i się śmiali. Dzieciaki bawiły też się razem w piaskownicy. Powiem, że troszkę się bałam, bo Wojtuś był dużo silniejszy niż Mateusz, jednak poinstruowany, o tym, że należy bawić się delikatniej stosował się do tego bez zastrzeżeń. Widać Mateuszowi odpowiadało to, że Wojtek chwyta go zdecydowanie za rękę i właśnie dzięki tej sile fizycznej Wojtka miała szansę pojawić się pierwsza „przyjaźń” naszego syna.
Fantastyczne było również to, że kilka razy Zuzia wkradła się na zajęcia. Sprawiło jej to ogromną radość. Na ognisku pożegnalnym wszystkie dzieci dostały dyplomy, oczywiście nie zapomniano o Zuzieńce i było to bardzo fajne, bo jak wytłumaczyć takiemu szkrabowi, że jest inna - zdrowa... a tak czuła się tak samo jak wszystkie inne dzieciaki. Na turnusie było wiele okazji, aby chociaż na chwilę połączyć Zuzie i Mateuszka w zabawie - oczywiście wykorzystywałam je, bo dalej uważam, że integracja moich skarbów jest teraz najważniejsza! Miło patrzyć jak dzieci są szczęśliwe.


No i na koniec napisze, że Ochotnica dolna to naprawdę przepiękne miejsce, gdzie można zapomnieć o problemach życia codziennego.


Po tym turnusie jestem naprawdę spokojniejsza jeżeli chodzi o przyszłość naszego synka. Wiem, że ma ogromne szanse na dobre funkcjonowanie w środowisku. Rozmawiałam z wieloma rodzicami, widziałam różnie funkcjonujące dzieci w różnym wieku. Dostarczyło mi to wiele cennych informacji i pomysłów na dalszą pracę z dzieckiem. Wiem, że przed nami wiele wyrzeczeń, ale jest też ogromna nagroda. Teraz mogę powiedzieć, że widziałam starszych autystów i czasami nawet sama się zastanawiałam, czy to dziecko jest zdrowe, czy chore... Widać z autyzmem można żyć, walczyć i pokonywać go kawałek po kawałku!!!
Więcej zdjęć oczywiście w galerii.
- Cieszmy się...2012-03-03
- Postępy2011-12-18
- Regeneracja2011-08-19
- Terapia na wsi2011-06-16
- Dzień Matki2011-05-26
- Rozmyślania2011-04-08
- 2 kwietnia 2011 -...2011-04-02
- Warto czekać2011-03-07
- Rozlicz się...2011-02-09
- Wesołych Świąt2010-12-24

Gdzie, jak i kiedy
szukać pomocy?
