WYDARZENIA
Zajrzyj na Allegro. Aukcje charytatywne dla Mateuszka!
Półtora tygodnia temu w Ośrodku Opiekuńczo-Rehabilitacyjnym na ul. Jastrzębiej 1 w Lubinie odbyły się dni otwarte. Panie podeszły do sprawy bardzo profesjonalnie, zadbały o to, abym mogła zobaczyć na własne oczy jak pracuje mój Mateuszek. Przygotowały dla mnie "kryjówki" i mogłam z ukrycia zerkać na synka w akcji. Dlaczego kryjówki? - dlatego, że nauczyło nas tego doświadczeniem z Dnia Babci i Dziadka, gdzie Mateusz nie dał rady psychicznie widząc wielu ludzi i nas rodzinę - wyłączył się całkowicie z przedstawienia i zrobił straszny koncert. Tym razem Panie wolały abym była w ukryciu i zobaczyła, jak pięnie moje dziecko rozkwita pod ich okiem...Warto było! Składam wielki pokłon w stronę wszystkich Pań Terapeutek, Rehabilitantek i Całej Kadry!!! Nigdy nie dam mówić źle o Ośrodku na Jastrzębiej, bo to niesamowite miejsce!
Najpierw byłam na fizykoterapii. Jak zobaczyłam Mateuszka, który bez zastrzeżeń daje się masować pani Marcie - to byłam tak strasznie zdziwiona, że szok. Pamiętam czasy, gdy próbowaliśmy masaży w Polkowicach i nic z tego nie było, bo mały nie dał się dotknąć. Jak bardzo byłam zdziwoina, jak po masażu nastąpiła seria ćwiczeń, które mój synek robił bez większych oporów. Pięnie robił przysiady, brzuszki, chodził po torze przeszkód, ćwiczył na piłce i na takim dziwnym rowerku, rzucał piłkę w stronę kosza i skakał na trampolinie... Cieszył się przy tym! Naprawdę to nie to samo dziecko, które przyprowadziłam do Ośrodka w listopadzie.
Potem były zajęcia grupowe przy muzyce - Knill. Powiem, że momentami, chciałam wylecieć z za drzwi i tak jak inne mamy brać udział w tych zajęciach... ale bałam się że zepsuje i że się skończy to piękne przedstawienie. Mój synek pięknie reagował na polecenia prowadzącej. Nie wiem czy robił to dlatego, że rozumiał o co chodzi, czy dlatego że inni też tak robili. Nieważne. Ważne, że brał udział w zabawie grupowej. A jak leciały piosenki do śpiewania, w których były słowa "cyfry" to śpiewał tak pięknie i wyraźnie. Mateusz ostatnio zaczyna śpiewać po swojemu wiele piosenek. To super sprawa, bo wcześniej muzyka go denerwowała, a teraz odmieniło się to o 180 stopni, muzyka go bawi i cieszy. Często wtóruje mu siostra, zwłaszcza gdy lecą piosenki o ktotkach, bo Zuzieńka po prostu kocha kotki! Czasami do nucenia dochądzą "ruchy taneczne". Miło się na to patrzy. Wracając jednak do tych zajęć, to napisze jeszcze, że oczywiście, jak doszło do tańców to mój synek tańczył w kółeczko i próbował pokazywać, to co pokazują panie.
Nastepną terapią, była indywidualna terapia pedagogiczna. Tu już się ujawniłam i w niczym to nie przeszkodziło. Mateusz super ćwiczył. Pokazywał części ciała. Robił tor z przeszkodami i malował farbkami. Niesamowite patrzeć jak własne dziecko się zmienia i to na dobre.


Pozostałe zajęcia na razie mi przeszły obok nosa, bo Zuzia się rozchorowała i musiałam zostać z nią w domu. Być może uda mi się wybrać na ćwiczenia w przyszłym tygodniu, a jak nie to na pewno w następnym...
Oprócz ćwiczeń w Ośrodku Mateusz chodzi na ćwiczenia z integracji sensorycznej do Szkoły Specajlnej. Ostatnio też udało mi się brać udział w zajęciach i to dwa razy. 
Raz byłam w sali doświadczania światem razem z Mateuszem i Zuzią. Głupio wyszło, bo z tych wszystkich problemów i przemęczenia zapomniałam o ćwiczeniach (pierwszy raz mi się to zdażyło). No ale najważniejsze, że się odbyły, trochę krótsze, ale przynajmniej Zuzia mogła być z bratem. Zuźce bardzo się podobało, chciała naśladować Mateuszka we wszystkim. Mi bardzo zależy na integracji dzieci i żałuje, że niestety tylko w wyjątkowej sytuacji Zuzia mogła być na ćwiczeniach z bratem. Już zastanawiam sie, gdzie znaleźć miejsce, aby dzieci mogły robić coś razem... Kolejne ćwiczenia były na normalnej sali SI i tak jak na zajęciach w Ośrodku, Mateuszkowi nie przeszkadzało, że jestem. Pięknie ćwiczył. Robił wiele rzeczy, kręcił się w bączku, chuśtał na hamaku, turlał w rurze, grał na organkach... naprawdę wiele rzeczy i naprawdę prawidłowo je wykonywał.




PODSUMOWUJĄC minione kilka miesięcy JESTEM OGROMNIE DUMNA Z POSTĘPÓW SYNA W TERAPII.
Kolejne ćwiczenia na które chodzimy, to ćwiczenia logopedyczne u pani Ewy. To pierwsza osoba, która dotarła do Mateuszka i dzięki niej zaczął się uczyć. Zawsze będę jej wdzieczna. Mateusz nie przynosi mi u niej nigdy wstydu. Zawsze ćwiczy. Pani Ewa zawsze go chwali, że to jej najlepszy uczyeń i to przynosi efekty. Od tygodnia na ćwiczenia chodzimy z pociągiem. Wyszło tak przez przypadek, bo Mateusz miał gorszy dzień i nie chciał zostawić blaszanego przyjaciela w domu. Okazało się, że jest to chyba strzał w dziesiątkę. Lokomotywa siedzi na biurku i nie robi nic tylko stoi... A dzięki temu wsparciu Mateusz dużo bardziej się stara. Widać obecność czegoś znanego bardzo pozytywnie na niego wpływa. Tomek czasam powie "Brawo Mateuszku" i to chyba najlepsza nagroda, jaką Mati może dostać.
Niebieska ciuchcia i jej przyjaciele ostatnio stają się nam coraz bliżsi.Są naprawdę użyteczni. Zainwestowaliśmy trochę z mężemi i kupiliśmy gumowego Tomka do kąpieli, który oswaja Mateusza z nielubianą czynnością. Uczy go myć brzuszek, rączki, nóżki... i powoli przymierzamy się do mycia głowy. Chwali go też za postępy na toalecie, za mycie rączek, za mycie ząbków. To duzy bodziec motywujący. Dzięki obecności Tomka udało się nam już kilka razy zrobić kupkę - a to najtrudniejsza sprawa dla dziecka z autyzmem.
Kupiłam też Domkowo - chyli hangar lokomotyw z kawałkiem torów i zwrotnicą. Bez wątpienia miałam dobry pomysł i chociaż wydałam dużo pieniędzy to jestem naprawdę zadowolona, bo ta inwestycja przynosi niesamowite efekty. Razem z Domkowem kupiłam ciuchcie Stanleya - inną niż te, które miał Mateusz, bez numerka... Ciuchcie dostała Zuzia. Co prawda, ciuchcia szybko zmieniła właściciela, bo Mateusz najbardziel lubi lokomotywy, jednak była przepustką dla Zuzi. Ma ona prawo bawić się z nim. MOJE DZIECI WSPÓLNIE SPĘDZAJĄ CZAS bawiąc się Domkowem. Mateusz kręci zwrotnicą, a Zuzia pakuje lokomotywy do hangaru. Często nawet nie musze ich pilnować. Jest to niesamowite, bo wreszcie mam chwile dla siebie!!! Mogę wypić w spokoju herbatę!
Idąc po Mateuszka zabieram ze sobą w torebce 1 lub 2 pociągi. Gdy pojawia się jakiś problem wyciągam lokomotywy na pomoc. Do przenoszenia pociągów Mateuszek używa wiaderka. Zazwyczaj biorę dwa i wtedy jedno wiaderko dostaje Zuzia. Mateusz dzieli pociągi na pół i jestem wtedy najszczęśliwszą mamą na świecie, bo między moim dziećmi zachodzi POROZUMIENIE, Zuzia niesie swoje wiaderko, Mateusz swoje i jest radość. Czasami uda mi się ich sprowokować do trzymania za ręce, albo do buziaczka :D
Tomek uczy Mateuszka świata. Najpierw brałam lokomotywę i mówiłam głosem lokomotywy "Mateuszku gdzie jest zielona trawa", a potem pokazywałam i mówiłam "Tu jest zielona trawa". Teraz nie musze używać już lokomotyw. Te dwa czy trzy razy wystarczyło, aby zaszczepić w Matim chęć do poznawania nowych rzeczy i do ich wskazywania. Teraz potrafi pokazać naprawdę wiele, krzaki, drzewa, trawe, skrzynke na listy, kwiaty, samochody, autobusy. Często do nazwania przedmiotu używam zwrotu składającego się z przymiotnika i rzeczownika np. "zielna trawa", "żólty autobus", "czerwona skrzynka na listy". To pozwala Mateuszowi poznawać kolory i jednocześnie ułatwia mu dedukcje. Czasami używam połączenia np. "choinka z szyszkami". Dzięki temu słownik Mateusza bogaci się o nowe wyrazy. Przynajmniej ja tak myślę i tak podpowiada mi intuicja.
Na pewno będziemy dalej inwestować w te niesamowite pociągi. Na razie posiadamy ubogi tabor: Tomka, Piotrka, Stanleya i kilka wagoników... jednak mam zamiar dzięki tej zabawce sprowokować moje dziecko do wielu rzeczy, o których nawet wcześniej nie marzyłam. Zbliżają się kolejne okazje - a pociągi to świetny prezent np. na Dzień Dziecka.
Czas na kolejne MAŁE-WIELKIE SUKCESY:
W ubiegłym tygodniu po raz pierwszy Mateusz patrzył przez okna autobusu. Nie wyłączył się i reagował na to co mówię. Oglądał samochody, autobusy. Był aktywny! Mateusz coraz częściej wskazuje nadjeżdżające autobusy i samochody paluszkiem.
Zabawa w chowanego pociągów, być może zainspirowana bajką o 2 wiewiórkach, które chowają żołędzia. Ważne, że Mateusz sam to wymyślił i przekazał mi po sowjemu, że mam szukać pociągu, który on schował.
Nocne krzyczenie o siku - kiedy Mateusz budzi się w nocy to chodzimy do ubikacji i robimy siusiu. Czasami zdarza sie jeszcze, żę mały krzyknie za późno, ale ważne że próbuje.
Kupka na tronie - coraz mniejszy stres. Z coraz mniejszym oporem udaje się posadzić Mateuszka na tronie. Mam nadzieje, że niedługo będzie to czymś bardzo naturalnym i zupełnie oczywistym.
Wracamy na basen - rozpoczęliśmy już sezon basenowy. Wreszcie Mateusio jest w miarę zdrowy, nie ma kataru zatykającego cały nos. Na basenie byliśmy już 2 razy i powiem, że nie spodziewałam się, że aż tak fajnie będzie. W ostatnią sobotę Mateusio najwyraźniej próbował pływać w pływaczkach. Starał się machać nogami. Siedział też dużo w bombelkowych jacusii, co wcześniej było nie do pomyślenia. Nie bardzo potrafie mu wytłumaczyć, jak się pływa, ale myślę, że on to zacznie rozumieć patrząc na innych. Myślę o jakimś kursie nauki pływania.
Na basenie nastąpił kolejny przełom: pstrykałam zdjęcia mojemu modelowi, a potem dałam mu aparat, żeby też nacisnął. Zrobił mi zdjęcie, popatrzył na monitorek i sam z siebie powiedział MAMA!
Zwiększamy ilość kontaktów ze zdrowymi dziećmi - aktywna integracja. Zabrałam go do figo-gaju w galerii. Kulki nie są dla niego nowością, bo miał z nimi doczynienia na terapiach, jednak tutaj dzieci bawiły się nieco inaczej. Były też ślizgawki, różne przeszkody, rury do chowania. Na pierwszy raz wytrzymał pół godziny, ale podpatrując dzieci próbował bawić się jak one. Wsiadł np. do takiego pojazdu odpychanego nogami i nieźle się bawił.
I ostatni sukces z wczoraj: rowerek. W ubiegłym roku Mateuszek dostał od dziadka rowerek, na którym niestety nie chciał jeździć. Bałam się, że nigdy nie będzie chciał z niego korzystać i było mi przykro, że inne dzieci świetnie bawią sie na swoich pojazdach, a nasz tylko się kurzy. Wczoraj nastąpił przełom. Koleżanka pożyczyła nam taki trójkołowiec dla Zuzi. Mateusz miał swój czerwony rowerek. Oboje dzieciaczków miało frajdę. Wymieniali się pojazdami, śmiali i cieszyli. Mateusz kontrolował, czy siostra jest z boku, gdy jej nie było musieliśmy się zatrzymywać. Nie mogę powiedzieć, że sam kręcił pedałami - bo nie bardzo wiedział o co chodzi i koordynowanie kierownicy i kręcenie pedałami było zbyt trudne. Jednak na pewno był zadowolony i najważniejsze siedział na rowerku! Chwilami popychał też Zuzieńkę na trójkołowcu, bo przeciaż ona malutka mogła by nie dać sobie sama rady! Na pewno to powtórzymy. W domu podczas wieczornych ćwiczeń, gdy zobaczył obrazek z rowerem sam powiedział "rower" (oczywiście niewyraźnie, ale na tyle zrozumiale, że nie miałam wątpliwości, że chodzi o rower i że mu się podobało!)


Na koniec napiszę, że Mateusza jednak czeka operacja - usuwanie trzeciego migdała i nacinanie błony. Przynajmniej ja tak to zrozumiałam. Pani ordynator obiecała, że osobiście zajmie się naszym synkiem. Jestem jej wdzięczna, jednak myśl o kolejnej narkozie w tak krótkim czasie paraliżuje mnie i obezwładnia...
_______________________________
Rodziców, którzy podejrzewają u swoich maluszków zaburzenia autystyczne zachęcam do czytania Informacji dla rodziców (w prawym dolnym rogu strony) http://mateusio.pl/strona,10,informacje_dla_rodzicow.html - na razie powstała I część dotycząca definicji autyzmu. Jeżeli dostane sygnały, że jest to przydatne powstaną następne. Czytając mój tekst pamiętajcie, że ja nie jestem specjalistą, tylko rodzicem i pisze to co podpowiada mi intuicja i moje dziecko.
- Cieszmy się...2012-03-03
- Postępy2011-12-18
- Regeneracja2011-08-19
- Terapia na wsi2011-06-16
- Dzień Matki2011-05-26
- Rozmyślania2011-04-08
- 2 kwietnia 2011 -...2011-04-02
- Warto czekać2011-03-07
- Rozlicz się...2011-02-09
- Wesołych Świąt2010-12-24

Gdzie, jak i kiedy
szukać pomocy?
