WYDARZENIA

Zajrzyj na Allegro. Aukcje charytatywne dla Mateuszka!

13.2 2010

Przez kilka dni było nam dość trudno.  Mateusz płakał, gdy odprowadzałam, go do ośrodka... było mi ciężko, ale wiedziałam, że zostawiam go tam dla jego dobra. W miniony poniedziałek to już nie był płacz tylko histeria, która zaczęła się w momencie, gdy tatuś wsiadł do auta i odjechał z przed budynku.... Mateusz nie chciał mnie puścić, a potem wbiegał na sale i wył.... Popnoć nie trwało to długo, bo panie mu dały ulubioną książeczkę "Tomek i przyjaciele", ale za to z książeczką spędził cały dzień i musiałam ją pożyczyć aby móc wrócić do domu. Tak być nie mogło, no bo przecież na drugi raz nie wyjdzie ze sklepu, bo będzie chciał "coś" i już. Taki problem mają wszyscy rodzice - ale przy autyźmie, to chyba szczególnie trudne (przynajmniej w moim odczuciu, bo z Zuzią takie sytuacje są łatwiejsze do rozwiązania). Pokojarzyłam fakty i wydedukowałam, że zabużyliśmy jego rytuał. Własciwie codziennie do ośrodka odwoził Mateusza tato, bardziej stanowczy i zdecydowany niż mama. Ja wysiadałam przy żłobku razem z Zuzią i potem po niego jechałam. Mateusz nie płakał - a wręcz się cieszył. Autyści przywiązują wagę do takich spraw, lubią rytuały, lubią aby ich świat był przewidywalny, a dzień przebiegał wedle określonego z góry schematu. Ja mu to zburzyłam i on nie mógł się odnaleźć... Kolejnego dnia odprowadził, go tata i nie było łez, nie było płaczu... Postanowiliśmy robić to na zmianę i tak gdy zostawiałam go w piątek, to było tylko skrzywienie, ale nie było histerii.

Pojawił się też kolejny problem - odbieranie go z ośrodka. Teraz Mateusz nie chce wychodzić (i nie wiem czy to skutki tego co opisałam wyżej, czy coś nowego). Kiedy otwieram drzwi, on sie cieszy i ucieka, jakby chciał powiedzieć - ja teraz sie bawie, przyjdź później. Miło wiedzieć, że jest mu tam dobrze, ale nie możemy przejść w kolejną skrajność. Tak sobie myśle, że ta sytuacja miała miejsce 3 dni z rzędu i być może spowodowało ją to, że ja przez te 3 dni przychodziłam o 20-30 minut później. Zazwyczaj odbierałam go bezpośrednio po obiedzie i nie miał czasu rozpocząć zabawy. Kolejny rytuał został zachwiany....

Kolejny stres przeżywam w żłobku. Mateusz "zapentla" się przy drzwiach i w kółko nimi trzaska, nie chce iść ani do przodu, ani do tyłu... Przeraża mnie to, bo nie mam jak  odebrać Zuzi (przecież nie zostawie go samego przy schodach, przy drzwiach - bo nieświadomie może zrobić krzywdę sobie lub przyciąć rączek jakiemuś innemu dziecku, które będzie chciało przejść. Próbowałam różnych sposobów: liczenie, tuptanie, ciągnięcie.... ale w piątek wpadło mi przypadkiem coś innego do głowy. W piątek Mateusz miał w rączkach balonik. Nie chciał się z nim rozstać (dostał go w ośrodku - i tak zazwyczaj jest, że gdy coś tam dostanie to niesie aż do domu i nie wolno mu zabrać), nie mógł więc trzaskać drzwiami. Stanął przy nich, otworzył, zamknął... popatrzył, pomyślał i przeszedł... Być może dlatego, że miał ten balon. Zauważyłam coś takiego, że łatwiej nim sterować, gdy ma coś w ręce. Nie wiem czy to złudzenie, czy tak może być. Na pewno w poniedziałek porozmawiam o tym z terapeutką.

Z lepszych rzeczy, żeby nie było tak całkiem dołująco. Mateusz coraz częściej próbuje bawić się z Zuzią lub Kornelką. Na jego zasadach, według jego schematu, ale jest to coraz częściej. Wczoraj wieczorem zaśmiecili mi pół dywanu plasteliną. Mąż powiedział "śmiecą, ale robią to razem - to niech to robią" i ja też tak pomyślałam. A dywan i tak do zwinięcia, bo ma być gładki, a ten nasz jest wyjątkowo wzorzysty. (Zdjęcia z tych zabaw dodałam w galeri www.mateusio.pl/galerie.html)

Na zajęciach logopedycznych uczymy się już zdań! Na razie są to bardzo proste i bardzo niewyraźnie powtarzane "daj mi koło", "daj mi kwadrat" ... ale są i ja próbuje to stosować w domu, gdy Mateusz chce zabawke, gdy chce mleko to pytam co sie mówi i on próbuje "baj iii oło" lub samo "baj iii" zalezy co to jest.

Pochwale tez męża, bo był z namina zajęciach logopedycznych i po tych zajęciach pierwszy raz usłyszłam "cześć mama" i to "mama" było takie ciepłe, melodyczne... czekałam tak długo!!! A teraz dzięki mojemu mężowi w końcu się pojawia czasami, sporadycznie, na wywołanie... ale jest!!!! I chcę żeby już było zawsze, bo to najmilsze słowo jakie można usłyszeć od dziecka. Mój mąż ma niesamowicie dobry wpływ na syna i jest między nimi jakaś więź, tajemnica, która sprawia, że Mateusz błyskawicznie reaguje na jego polecenia i stosuje się do nich, chociaż czasami nie bardzo mu się one podobają. Zazdroszcze im tego... No ale takie są przywileje ojca, matka ma inne prawa :D

Napisze jeszcze, że Mateusz już bez problemu puszcza sobie klipy na youtube, lub gra w gry. Wczoraj zauważyłam, że nauczył się przeciągać obiekty po ekranie (trzymając wciśnięty przycisk myszki). Właściwie to już potrafi korzystać z komputera. Będziemy chcieli szybko kupić mu specjalistyczne oprogramowanie.. Jest ono bardzo drogie i musimy niestety się wstrzymać. Najpierw musimy zebrać te 5500 na turnus, bo już w tym miesiącu chyba będziemy musieli wpłacić 500 zł zaliczki... a reszta :(

Ostatnie ogłoszenie na dzisiaj: w poniedziałek jedziemy do Opola, po kolejne sekwencje ćwiczeń. Postanowiliśmy, że tak długo jak nam się uda zabezpieczyć środki na tą poradnie, tak długo będziemy tam jeździć. Liczę, że to odczulanie przyniesie wymeirne efakty w przyszłości i że nasz synek będzie normalnie mógł iść na karuzelę, że nie bedzie bał się "bolesnych" dźwięków, że nie będzie go drażnił dotyk i że uda mu sie po prostu normalnie żyć..

 

Dziękujemy wszystkim Darczyńcom, którzy przekazują przedmioty na licytacje, którzy już wypełnili pity zaznaczając w nich Mateusza, jako odbiorcę 1%, oraz  tym którzy nawet bez pitów przekazują pieniążki na konto Mateuszka! Jesteście wielcy! Pomagacie nam, dajecie nadzieję i jesteśmy wam za to wdzięczni. 

KOMENTARZE:

2010-02-17MamaMateuszka
12:00:53
Działają komentarze! Zapraszam do pisania.

Dodaj komentarz:
Nick: *
E-mail:
Treść: *
Przepisz kod z obrazka:
Wyczysc


Gdzie, jak i kiedy
szukać pomocy?

Strony Internetowe Invedia